Strategiczne gry do pobrania dla dziewczyn za darmo

Hitman – Codename 47

Hitman – Codename 47

Post by relatedRelated post

Od jakiegoś czasu możemy zaobserwować pewne znamienne przemiany w klasycznych grach typu FPP czy TPP. Po pierwsze oba te gatunki coraz częściej zostają połączone w jeden (oczywiście przy założeniu, że FPP to klasyczny shooter a la Quake, zaś TPP to klasyczna platformówka a la Tomb Rider) – w wielu produktach możemy swobodnie przełączać się między obiema perspektywami widzenia akcji, w jeszcze większej ilości gier zaimplementowano z pozoru nieadekwatny do charakterystyki gry tryb wyświetlania grafiki. Pierwsze wrażenie z Hitmana miałem właśnie takie – czemu, ach czemu autorzy każą mi patrzeć na akcję gry zza pleców bohatera, a nie z jego oczu??? Hitman w swoich podstawowych założeniach bardzo przypomina przecież Thiefa czy Deus Exa, dlatego też zdziwiony byłem, że nie mamy tutaj sposobu przedstawienia akcji z oczu bohatera, a jedynie zza jego pleców. Dodatkowy niepokój, jeszcze przed zagraniem w pełną wersję gry, budziło zatrważająco debilne rozwiązanie z dema gry, w którym to demie nie zaimplementowano pełnego mouselooka – myszką obracało się jedynie głowę naszego bohatera, w granicach ustalonych oczywiście przez biologię. Na szczęście w pełnej wersji zrezygnowano z tego uniemożliwiającego wręcz grę pomysłu, stosując stary, dobry i sprawdzony system znany wszystkim fanom gier zarówno TPP jak i FPP.

Pomimo wspomnianych przeze mnie podobieństw do dwóch naprawdę wielkich tytułów w branży gier komputerowych, Hitman zdecydowanie się od nich różni i to zarówno konstrukcją fabuły (która przez pierwszych kilka misji w zasadzie nie istnieje), jak i szeroko pojętą (oj, nie lubię tego słowa…) moralnością rozgrywki. O ile w Thiefie poczynania Garretta dyktowane były nie tylko potrzebą zysku, ale i wyższymi pobudkami, zaś w Deus Exie agent JC Denton przechodził na stronę sprawiedliwości, prawości i tak dalej, o tyle w Hitmanie główny bohater pracuje wyłącznie dla pieniędzy. Sam tytuł gry dobrze określa zajęcie naszego pupilka – otóż jego stałym źródłem dochodu jest dokonywanie morderstw na zlecenie. Brzmi dosyć groźnie i przerażająco, i tak rzeczywiście wygląda – przed każdą misją mamy wyszczególnione jej cele (czasami nasi zleceniodawcy zamawiają nie tylko zabójstwo, ale również usługi dodatkowe w stylu kradzieży czy pozostawienia fałszywych dowodów w miejscu zbrodni), dokonujemy zakupu odpowiedniej do typu misji broni i wyposażenia i ruszamy na polowanie. Gra nie jest jednak łatwa, amatorzy totalnej rozwałki nie znajdą tu zbyt wiele dla siebie… Chociaż w sumie w Hitmanie jest kilka misji, które można przejść ‚siłowo’, to jednak zleceniodawcy ustawicznie nam przypominają, że im więcej ofiar wśród cywili (oraz policjantów), tym więcej pieniędzy trzeba będzie przeznaczyć na zatarcie śladów działalności naszego zabójcy. Czyli – rozwałka w sumie dopuszczalna, ale żadnych zbędnych ofiar.

Do wykonywania swego jakże trudnego fachu nasz bohater posiada naprawdę szeroki wachlarz instrumentów perswazji – od stalowej struny poczynając, a na karabinach maszynowych i strzelbach kończąc. Przy okazji – w Hitmanie po raz pierwszy chyba w grach komputerowych nie ma możliwości schowania ‚do plecaka’ większych gabarytowo broni, ale z drugiej strony pojemne kieszenie naszego killera mieszczą setki mniejszych pistolecików i kilogramy amunicji do nich, co jest niestety ewidentną bzdurą. Wydaje się, że dobrym pomysłem byłoby ograniczenie w stylu Counter-Strike’a, czyli tylko jedna długa broń i jedna krótka, niestety autorzy o tym nie pomyśleli.

Jak przystało na kulturalnego zabójcę, Hitman umie po sobie sprzątać, ale czyni to z dużo mniejszą finezją niż bohaterowie wspominanych przeze mnie wcześniej tytułów – zamiast trudzić się i męczyć, nosząc trupa na ramieniu, woli pociągnąć go za nogę lub rękę, co nie dość że wygląda mocno makabrycznie, to jeszcze nie jest zbyt mądre z logicznego punktu widzenia – skoro przed chwilą jakiś mafioso rozwalony został serią z kałasznikowa, to jego ciało raczej będzie zostawiało ślad z krwi na wypucowanej podłodze…

Generalnie filozofia gry w Hitmana jest dosyć przewrotna – przed samą misją dostajemy jedynie ogólne wytyczne, dopiero podczas samej akcji możemy wpaść na niektóre rozwiązania (a jest ich całe multum, co wynika z faktu, iż nasz bohater może się do woli przebierać w zdarte z trupów wdzianka), co nierzadko nagradzane jest krótkimi filmikami zbudowanymi na enginie gry. Wygląda to świetnie i dodatkowo jednocześnie zaskakuje i przynosi satysfakcję, gdy wykonujemy jakąś misję dokładnie w taki sposób, w jaki zaplanowali sobie autorzy gry. A wyobraźnia ich nie jest naprawdę niczym ograniczona, w niektórych misjach dopuszczalne jest wręcz kilkanaście rozwiązań. U projektantów poszczególnych poziomów widać zresztą zafascynowanie filmami ‚mafijnymi’ – bodajże w trzeciej misji mamy za zadanie zamordować spotykających się w restauracji negocjatorów dwóch triad oraz szefa policji, prowadzącego z nimi rozmowy… Motyw żywcem wyjęty z ‚Ojca Chrzestnego’, a i rozwiązanie całego problemu dość podobne (wystarczy wykorzystać fakt, że negocjatorzy nigdy nie widzieli siebie nawzajem, nie są również notowani przez policję…). Oczywiście zdarzają się też w Hitmanie misje wkurzające, których ukończenie wiąże się w głównej mierze ze szczęściem grającego. I tu mam pierwszy naprawdę poważny zarzut do autorów gry za zbytnie ‚ukonsolowienie’ Hitmana. O co mi chodzi? Już tłumaczę. W Hitmanie nie da się zapisać stanu gry podczas misji. Jak dla mnie (i nie tylko dla mnie, jak się okazało po kilku telefonach i e-mailach) był to kompletny szok, a dodatkowo element naprawdę mocno zniechęcający do gry – przecież niektóre misje przechodzić można i pół godziny, co więc zrobić, gdy popełnimy błąd w 29 minucie? Tak, zacząć misję od początku, niestety… Dziwi mnie bardzo brak sejwów (choćby opcjonalna możliwość zapisu naprawdę by się przydała), szczególnie, że wielu producentów gier na PC srodze się sparzyło na tym pomyśle (że przypomnę tylko Aliens versus Predator, do którego szybciutko wypuszczono patcha pozwalającego na nagrywanie stanu gry w dowolnym momencie). Tak więc za brak tej funkcji autorzy gry mają u mnie spory minus, bo naprawdę nie widzę sensu w przechodzeniu tych samych fragmentów po kilkanaście razy.

O grafice wspomniałem na początku recenzji, teraz czas przyjrzeć jej się bliżej. Jak już pisałem, akcję obserwujemy zza pleców naszego bohatera, co zmusiło twórców do naprawdę szczegółowego dopracowania jego ruchów i gestów. A skoro powiedziało się już ‚a’, trzeba też powiedzieć ‚b’ – cała ‚reszta świata’, czyli cywile, policjanci i mafiosi wykonani są również doskonale – mówiąc szczerze, w żadnej jeszcze grze nie widziałem tak płynnych i zgodnych z rzeczywistością ruchów postaci. Zresztą wystarczy popatrzeć na to, jak Hitman ciągnie za sobą ciało jakiegoś nieszczęśnika – tu dopiero widać szczegóły zaprojektowania modelu szkieletowego… Coś pięknego. Podobnie starano się dopracować efekty postrzałów, nanosząc krwawe plamy na tekstury pokrywające postacie – wygląda to doskonale, ale wymaga lekkiej obróbki, bowiem nie raz zdarzyło się, że mój bohater dziarsko biegał z efektownym postrzałem na środku czoła (i z równie efektowną dziurą wylotową w potylicy). W zasadzie jest to jedyny zarzut, który mam do grafiki – w Hitmanie postarano się nawet o rozwiązanie tak wydawałoby się banalnego problemu jak zachowanie się ciała upadającego na schody – w wielu grach albo zawisało ono w powietrzu, albo dziwacznie zjeżdżało w dół – w Hitmanie elegancko się stacza i zalega u stóp schodów. Mały szczegół, a cieszy.

Dźwiękowcy szczerze mówiąc nie wykazali się niczym szczególnym – dosyć proste motywy muzyczne, poprawne odgłosy strzałów i przeładowywania broni – zresztą co można jeszcze wymyślić w dziedzinie nagrywania dźwięków.

Ogólnie mam wobec Hitmana bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony – rewelacyjny pomysł (aż dziw bierze, że nikt go wcześniej nie wykorzystał) i godne Oscara wykonanie, zarówno pod względem grafiki jak i zaprojektowania fabuły, z drugiej strony bardzo psujące grę szczegóły w stylu niemożności sejwowania, czy też niespodziewanie małej ilości misji w grze. Podobnie jak w wypadku dema, pełna wersja Hitmana sprawia wrażenie znienacka ukończonej, zupełnie jakby projektantom poziomów nagle przesunięto deadline i musieli zakończyć prace w połowie tego co zamierzali. Miejmy nadzieję, że mission pack wyjdzie wkrótce, bo to wstyd, żeby zmarnował się tak dobry pomysł.

Hitman – Codename 47
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
About